Ponieważ w "dzień lenia" słońce też sobie zrobiło wolne icały dzień pada sobie taka tropikalna mżawka, to postanowiłem spróbować jednak wrzucić hurtem parę fotek z dotychczasowych przeżyc.
Będą saute, bez obróbki itp.
Na pożądną fotorelację należy chwilę poczekać :)
Czekam na przypływ, żeby mój prom z Sape mógł odpłynąć do Labuan Bajo:
Po spotkaniu w Labuan Bajo, dalej już we trójkę przez Flores:
Flores jest piękna...:
Pola ryżowe w kształcie sieci pajęczej:
W Routeng do tego stopnia nie było co oglądać,że obserwowałem dzieciaki bawiące się w kałużach. Zresztą, uwielbiam tropikalne deszcze...:
Droga krzyżowa wiodła nas na szczyt wzgórza koło Routeng...
...przez cmentarz z kozami:
Mówiłem już, że Flores jest piękna?
Wytwórnia araku (sopi) - likieru palmowego:
A tak się transportuje kury - na żywe, w pozycji nietoperza (żeby się nie zespuły przed dojechaniem do domu):
"SYF FASHION" - raczej nie na polski rynek :)
Kąpiel w gorących źródłach koło Bajawy:
Tutaj właśnie wyszła na jaw prawda o dwóch różnych klapkach Tomasza :)
Tutaj Maryla tłumaczy przewodnikowi po angielsku polskie przysłowie "Wysoki jak brzoza a głupi jak koza" (zerka przy tym na mnie) - zresztą jej wiara w możliwość zrozumienia długaśnych zdań po angielsku była budująca :)
Wioska żyjąca jak od lat. Te małe domki, to siedziby przodków:
Jest i ołtarz ofiarny:
A zmarłych chowa się nadal tuż za progiem chaty:
w trakcie wspinaczki na najwyższy wulkan Flores:
Na początku było w miarę łatwo:
Potem skala trudności się zwiększała...
..i zwiększała:
Ale dotarliśmy:
patrząc od dołu, też wyglądał poważnie:
W drodze do Moni - zator, osuwisko na drodze... Szybko odkopane...
.. i już jechały executivy...
a nawet episkopat :)
W Moni. Za chwilę Tomasz zamówi kurczaka a lokalesi go zarżną na zapleczu (zwierze - nie Tomasza :)
Kolorowe jeziorka Kelimutu:
Kawy da się napić wszędzie :)
Golden Fish - super knajpka rybna w Maumere:
Na Pierwszej Komunii...
A to nasze domki przy plazy w Maumere:
Slowboat, prom z Larnatuki do Lewo Leba
A tak to i wyglądają te pożal się Boże promy:
W Lewo Leba z właścicielką jadłodajni, chciała mieć zdjęcie :)
Już u wielorybników w Lamalera...
widomy ślad, że rzeczywiście łapią wieloryby:
Połów - delfiny
i pilot whale:
To łódź, którą płynąłem
harpun
czatownicy
..powrót do Lewo Leba
Już w Labuan Bajo na łodzi nurkowej - to się nazywa luksus nurkowy :)
Przystanek na Rinca żeby zobaczyć warany:
przy okazj - gniazdo dzikich pszczół:
Będą saute, bez obróbki itp.
Na pożądną fotorelację należy chwilę poczekać :)
Czekam na przypływ, żeby mój prom z Sape mógł odpłynąć do Labuan Bajo:
Po spotkaniu w Labuan Bajo, dalej już we trójkę przez Flores:
Flores jest piękna...:
Pola ryżowe w kształcie sieci pajęczej:
W Routeng do tego stopnia nie było co oglądać,że obserwowałem dzieciaki bawiące się w kałużach. Zresztą, uwielbiam tropikalne deszcze...:
Droga krzyżowa wiodła nas na szczyt wzgórza koło Routeng...
...przez cmentarz z kozami:
Mówiłem już, że Flores jest piękna?
Wytwórnia araku (sopi) - likieru palmowego:
A tak się transportuje kury - na żywe, w pozycji nietoperza (żeby się nie zespuły przed dojechaniem do domu):
"SYF FASHION" - raczej nie na polski rynek :)
Kąpiel w gorących źródłach koło Bajawy:
Tutaj właśnie wyszła na jaw prawda o dwóch różnych klapkach Tomasza :)
Tutaj Maryla tłumaczy przewodnikowi po angielsku polskie przysłowie "Wysoki jak brzoza a głupi jak koza" (zerka przy tym na mnie) - zresztą jej wiara w możliwość zrozumienia długaśnych zdań po angielsku była budująca :)
Wioska żyjąca jak od lat. Te małe domki, to siedziby przodków:
Jest i ołtarz ofiarny:
A zmarłych chowa się nadal tuż za progiem chaty:
w trakcie wspinaczki na najwyższy wulkan Flores:
Na początku było w miarę łatwo:
Potem skala trudności się zwiększała...
..i zwiększała:
Ale dotarliśmy:
patrząc od dołu, też wyglądał poważnie:
W drodze do Moni - zator, osuwisko na drodze... Szybko odkopane...
.. i już jechały executivy...
a nawet episkopat :)
W Moni. Za chwilę Tomasz zamówi kurczaka a lokalesi go zarżną na zapleczu (zwierze - nie Tomasza :)
Kolorowe jeziorka Kelimutu:
Kawy da się napić wszędzie :)
Golden Fish - super knajpka rybna w Maumere:
Na Pierwszej Komunii...
A to nasze domki przy plazy w Maumere:
Slowboat, prom z Larnatuki do Lewo Leba
A tak to i wyglądają te pożal się Boże promy:
W Lewo Leba z właścicielką jadłodajni, chciała mieć zdjęcie :)
Już u wielorybników w Lamalera...
widomy ślad, że rzeczywiście łapią wieloryby:
Połów - delfiny
i pilot whale:
To łódź, którą płynąłem
harpun
czatownicy
..powrót do Lewo Leba
Już w Labuan Bajo na łodzi nurkowej - to się nazywa luksus nurkowy :)
Przystanek na Rinca żeby zobaczyć warany:
przy okazj - gniazdo dzikich pszczół:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.