wtorek, 19 listopada 2013

Post fograficzny

Ponieważ w "dzień lenia" słońce też sobie zrobiło wolne icały dzień pada sobie taka tropikalna mżawka, to postanowiłem spróbować jednak wrzucić hurtem parę fotek z dotychczasowych przeżyc.
Będą saute, bez obróbki itp.
Na pożądną fotorelację należy chwilę poczekać :)


Czekam na przypływ, żeby mój prom z Sape mógł odpłynąć do Labuan Bajo:

Po spotkaniu w Labuan Bajo, dalej już we trójkę przez Flores:

Flores jest piękna...:

Pola ryżowe w kształcie sieci pajęczej:

W Routeng do tego stopnia nie było co oglądać,że obserwowałem dzieciaki bawiące się w kałużach. Zresztą, uwielbiam tropikalne deszcze...:

Droga krzyżowa wiodła nas na szczyt wzgórza koło Routeng...

...przez cmentarz z kozami:

Mówiłem już, że Flores jest piękna?

Wytwórnia araku (sopi) - likieru palmowego:


A tak się transportuje kury - na żywe, w pozycji nietoperza (żeby się nie zespuły przed dojechaniem do domu):

"SYF FASHION" - raczej nie na polski rynek :)


Kąpiel w gorących źródłach koło Bajawy:


Tutaj właśnie wyszła na jaw prawda o dwóch różnych klapkach Tomasza :)

Tutaj Maryla tłumaczy przewodnikowi po angielsku polskie przysłowie "Wysoki jak brzoza a głupi jak koza" (zerka przy tym na mnie) - zresztą jej wiara w możliwość zrozumienia długaśnych zdań po angielsku była budująca :)
 Wioska żyjąca jak od lat. Te małe domki, to siedziby przodków:

Jest i ołtarz ofiarny:



A zmarłych chowa się nadal tuż za progiem chaty:


w trakcie wspinaczki na najwyższy wulkan Flores:

Na początku było w miarę łatwo:

Potem skala trudności się zwiększała...

..i zwiększała:


Ale dotarliśmy:



patrząc od dołu, też wyglądał poważnie:


W drodze do Moni - zator, osuwisko na drodze... Szybko odkopane...

.. i już jechały executivy...
 a nawet episkopat :)


W Moni. Za chwilę Tomasz zamówi kurczaka a lokalesi go zarżną na zapleczu (zwierze - nie Tomasza :)


Kolorowe jeziorka Kelimutu:



Kawy da się napić wszędzie :)

Golden Fish - super knajpka rybna w Maumere:

Na Pierwszej Komunii...

A to nasze domki przy plazy w Maumere:



Slowboat, prom z Larnatuki do Lewo Leba

A tak to i wyglądają te pożal się Boże promy:


W Lewo Leba z właścicielką jadłodajni, chciała mieć zdjęcie :)

Już u wielorybników w Lamalera...

 widomy ślad, że rzeczywiście łapią wieloryby:


Połów - delfiny
 i pilot whale:

To łódź, którą płynąłem
 harpun
 czatownicy


..powrót do Lewo Leba


Już w Labuan Bajo na łodzi nurkowej - to się nazywa luksus nurkowy :)



Przystanek na Rinca żeby zobaczyć warany:




przy okazj - gniazdo dzikich pszczół:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.